Środa, 09 marca 2011, 20:25

"Przeciwko naturze, przeciwko rywalom...". Adam Małysz, post scriptum

Adam Małysz
Adam Małysz
fot. Tadeusz Mieczyński

Nigdy nie chciałem siadać do napisania tego felietonu. Kiedy Simon Ammann po Mistrzostwach w Sapporo wypowiedział słynne „Adam Małysz i wszystko jasne”, wydawało się, że dzisiaj wystarczy: Adam Małysz zakończył karierę. Kropka. Lecz kropkę tę postawić jest niesłychanie trudno... Wymieniać sukcesy Mistrza? Wydawać by się mogło, rzecz zgoła niepotrzebna… wszak tylko ktoś nieprzyzwoicie niedorzeczny mógłby Małyszowi zarzucić brak sportowego spełnienia. Na marginesie narodowej dyskusji zdobyłem się na kilka uwag. Prezentuję je z dziennikarskiej przyzwoitości, ale i całkowicie prywatnej potrzeby podziękowania Wielkiemu Mistrzowi. Proszę wybaczyć mi zatem, jeśli forma złamała się gdzieniegdzie, tak jak się łamał głos Panu Szaranowiczowi w czasie konkursu w Oslo…

Skoczek wszech czasów

Kiedy tak naprawdę stał się nim Adam Małysz? Dla wielu kibiców już pierwszy złoty medal Orła z Wisły był tym, na co spragniona zimowych sukcesów Polska czekała całymi latami. Nawiązanie do tradycji, do Józefa Łuszczka. Nawet starszym kibicom znów zadrżało serce. Zresztą zadrżało już wcześniej, kiedy łamiącym się głosem Adam przyjmował gratulacje po zwycięstwie w Turnieju Czterech Skoczni. Gdyby ktoś wtedy podniósł rękę na Małysza… Ale po kolei.

Dobroć

Nie tylko wielkość na arenie sportowej, lecz chyba przede wszystkim wrodzona dobroć sprawiła, że bardzo szybko Adam Małysz stał się w domowym ognisku Polaków kimś więcej niż tylko sportowcem. Mały rycerz polskiej wyobraźni masowej. Nigdy wcześniej nie było kogoś, komu Polacy tak bardzo by zaufali. Małysz wzruszał. Swoimi zwycięstwami wywoływał katarktyczną wręcz euforię płaczących rzewnymi łzami milionów Polaków. Komu, jeśli nie Małyszowi, mieliby na początku XXI wieku zaufać polscy kibice? Uczciwość i nieprawdopodobnie niewymuszona skromność, której tajemnica kryje się w samym Małyszu. On przecież zawsze chciał oddać tylko dwa równe skoki. Tylko tyle. I aż tyle, jeśli weźmie się pod uwagę brzemię oczekiwań, które Małyszowi założono na plecy. Przecież już z Salt Lake City Małysz miał przywieźć złoto. Dwa złota. Oczywistość oczekiwań względem Orła z Wisły podsumowywał niezbyt wyszukany dowcip: Schmitt do Małysza – Adam, pożycz dwa złote. Małysz – dobra, ale po Igrzyskach.

Szacunek

Dla rywali przede wszystkim. Małysz nigdy nie odważył się na gesty tryumfu takie, jakimi uraczył nas Sven Hannawald. Kiedy na Igrzyskach miał skoczyć w pozłacanych nartach, nie zgodził się. To byłoby nie fair wobec rywali. Nie chciał nigdy nikogo deprymować. Nawet kiedy wygrywał po raz trzeci kryształową kulę – zadbał o to, aby już nikt nigdy nie rzucał śnieżkami w żadnego z rywali. Uwielbiał żartować i śmiać się w czasie długotrwałego oczekiwania na skoki. Zawsze przyjazny, zawsze serdeczny. Schlierenzauer wspomina jego cięty dowcip. Małysz, którego nie znamy? Znamy. Przecież przez kilka lat oswajania się z wszechobecnymi kamerami pozwalał sobie raz po raz na zgrabne podsumowanie, które – co przyznać trzeba – nie każdemu się podobało.

Oslo

Po raz pierwszy zdobył je jako osiemnastolatek. Sam chyba nie pamięta już z tamtych czasów zbyt wiele. Wymarzony koniec sezonu. Kibice z nadzieją oczekiwali kolejnego i kolejnych zwycięstw oraz miejsc na podium. Po raz drugi podbił Oslo już jako mistrz świata z Lahti. Pewny swego zdobywca sięgał na należny tryumf w drodze po pierwszą kryształową kulę. Sezon niebytu na najwyższym stopniu podium przełamał tuż po złotych mistrzostwach w Predazzo, gdzie? A jakże -w Oslo! Wynurzył się z mgły, sięgając nie tylko po 22. tryumf w karierze, ale też po to, aby odebrać to, co należne cesarzowi – żółty trykot lidera Pucharu Świata. Ten zatrzymał już do końca sezonu. Cesarz skoków. Trzecia kryształowa kula stała się faktem. Kilka sezonów później Małysz wracał z niebytu. Po nieudanych igrzyskach w Turynie odrodził się właśnie w Oslo. Po raz czwarty ujarzmił starą przyjaciółkę. Z nadziejami zaczynał kolejny – zwycięski jak pokazała historia – sezon 2006/2007. Demolując rywali w siedmiu ostatnich konkursach, chciał zdemolować także i ją – starą Holmenkollbakken. Dzień wcześniej pokonał ją po raz piąty. Szóstego razu już nie było, a Małysz, który wybił się tak wysoko, że przeskoczył zabezpieczające zeskok wiatrołapy, musiał tym razem ulec obiektowi w Oslo. Skocznia nie dała mu jednak zrobić krzywdy. Wylądował bezpiecznie. Nikt inny nie byłby w stanie wyjść z takich opresji. Oslo pożegnało Małysza medalem. Po raz pierwszy wygrywał na niej, dając zmianę warty swemu idolowi Jensowi Weissflogowi. W czasie Mistrzostw zmienili go dwaj wybitni Austriacy – Morgenstern i Schlierenzauer. Dla obydwu to właśnie Adam był wzorem skoczka.

Igrzyska

Nigdy nie zdobył złotego medalu. Jakby na przekór swej własnej wybitności, trafiał za każdym razem na swego późniejszego przyjaciela – Simona Ammanna. Szwajcar uwielbiał podkreślać, jak bardzo szanuje Małysza za walkę fair. Cóż, pewnie nigdy się nie dowiemy, ile w tym prawdy, a ile kokieterii. Jedno powiedzieć w tym miejscu wypada: olimpijczykiem Ammann był wybitnym. Skoczkiem wybitnym był Małysz. Cztery indywidualne krążki Małysza to także rekord. Rekord, który współdzieli z Nykaenenem oraz Ammannem. Cztery książki to więcej niż trzy. Więcej niż dwa. I więcej niż jeden. Nawet złoty, choć sam Adam być może zamieniłby wszystkie cztery na jeden złoty Morgensterna. Nieśmiertelność bez tego złota jest jednak możliwa. Kibice skoków pamiętają, że pierwszą kryształową kulę wygrał Hubert Neuper, który w 1980 roku w Lake Placid został wicemistrzem olimpijskim. Czy ktokolwiek z czytających ten tekst pamięta, kto w tamtym konkursie był mistrzem? Parę Małysz – Ammann kibice będą wspominali przez dziesięciolecia. To właśnie sympatyczny Szwajcar – o ironio – odbierając Małyszowi szansę na złoto, uczynił go nieśmiertelnym. Czymże byłoby to jedno złoto z Salt Lake City w kronikach? Być może szybszym rozstaniem z Mistrzem. Być może końcem kariery już po Turynie. Tego nie dowiemy się nigdy. Te trzy srebra, wszystkie za Ammannem, to historia, której w skokach dotąd nie było i która być może nigdy się już nie powtórzy.

Mistrzostwa

Sześć indywidualnych medali. Rekord wszech czasów. Być może nigdy nie zostanie pobity, ale dawno już został zakrzyczany i przekłamany. Dziennikarze różnych mediów lubują się wszak w traktowaniu drużynowych zdobyczy na równi z indywidualnymi, stąd też rekord Małysza nigdy nie został należycie podkreślony, a kibiców mami się opowieściami o rekordach Austriaków. Szkoda, bo przecież przed Małyszem pięć indywidualnych medali MŚ zdobył tylko jego idol – Jens Weissflog. Nawet tak wybitni skoczkowie, jak Ahonen czy Schmitt zdobyli ledwie cztery indywidualne krążki.

Loty

Brakujące ogniwo wśród szeregu zdobyczy Małysza. Widać nie było mu dane. I chyba tylko na tej podstawie ukuto przekonanie, że Małysz lotnikiem nie jest. Być może nie jest. Jak jednak wytłumaczyć fakt, że na mamutach wygrywał sześć razy? To więcej niż lotnik Koch, lotnik Hautamaeki, lotnik Romoeren i lotnik Hannawald. Z całą pewnością to więcej niż lotnik Kranjec. Medalu jednak nie zdobył, dwa razy będąc blisko. Raz, w Harrachovie puszczony z huraganem w plecy nie poradził sobie, mimo olimpijskiej formy dowiezionej prosto z Salt Lake City. Za drugim razem w Planicy, w ostatniej serii puścił szarfę z medalem w ręce Jacobsena, któremu trzy lata wcześniej wyrwał z rąk puchar świata.

Turniej Czterech Skoczni

Raz, a dobrze. Doszukując się podobieństw w rywalizacji Małysza z Ahonenem i Nykaenena z Weissflogiem, warto podkreślić, że wielki Nykaenen wygrał Turniej dwa razy, w tym raz ustanawiając rekord ilości zdobytych punktów oraz wywalczonej przewagi nad… Jensem Weissflogiem, późniejszym królem Turnieju. Małysz wygrał raz, przekraczając jako pierwszy skoczek barierę tysiąca punktów i zostawiając w pokonanym polu… Ahonena. Turniejowy zwycięzca wszech czasów swoje największe „lanie” przyjął w tej imprezie właśnie od Małysza, który wyprzedził go o ponad 100 punktów. Kto wie, może to właśnie było motywacją dla Janne, który wcześniej Turniej wygrał tylko raz, nie zwyciężając w żadnym z pojedynczych konkursów, aby właśnie na TCS przygotowywać największą formę. Nie dowiemy się tego już pewnie nigdy, gdybać możemy, to licentia poetica felietonisty.

Życiorys kibica Małysza

Dziesięć lat spędzonych przed telewizorem i na zawodach, kilkanaście lat skrupulatnego wypełniania arkuszy excel. Podliczanie z wypiekami na twarzy kolejnych miejsc na podium, wygranych, kolejnych medali, turniejów. I to nerwowe sprawdzanie, jeszcze kilka lat temu – 21. zwycięstwo w Zakopanem. Wyprzedził Goldbergera! Kolejne zwycięstwa, już blisko do Feldera... 28. – zrównał się ze Schmittem, wreszcie wyczekiwane 29., a rok później – kolejne, znowu piękną serią. 30., 31. i tak do 38. tryumfu. Planica wzięta, a Małysz już tylko za Nykaenenem. I już na zawsze. Choć to życiorysy obydwu skoczków zweryfikują, który za 50 lat będzie wspominany częściej. Przed erą Małysza i Ahonena wielu było i takich, którzy nad genialnego Fina stawiali Weissfloga. Czy ktoś dzisiaj postawiłby Niemca nad Polakiem w historii tego sportu? Pytanie retoryczne.

Przeciwko wszystkiemu

Nie tylko przeciwko rywalom i naturze. Małysz zmagał się ze wszystkim. Z przepisami, które nakazywały mu to tyć, to skracać narty. Z kombinezonami szytymi w wielkiej tajemnicy przez Finów czy Austriaków. Z prędkościami, których nikt mu nigdy nie zagwarantował. Ze skoczniami, które zaczęto przekopywać i przerabiać, aż przestały być obiektami, na których liczy się odbicie, a stały się lotniami, gdzie liczy się już głównie sprzęt, który niemalże sam szybuje. Wreszcie pod koniec kariery z regulaminem, który odebrał mu co najmniej kilka miejsc na podium, nie dając szans na oddanie skoku z tej samej belki co rywale.

Era Małysza

Wprowadził skoki na zawodowstwo. I choćby z tej przyczyny trudno porównywać go z genialnymi skoczkami lat 80. – Weissflogiem, Nykaenenem ale też Vettorim czy Felderem. Zawodowstwo, które kosztowało najwięcej samego Małysza. Ekipa Niemców, Finów, Austriaków i Norwegów, którzy cyklicznie dominowali przez całe lata w tym sporcie, nie była gotowa na cios, który zadał wszystkim skromny Polak. Samotny, bez drużyny z szansą na medal, ale z ludźmi pełnymi zapału: trenerem –Apoloniuszem Tajnerem, fizjologiem – Jerzym Żołądziem, psychologiem – Janem Blecharzem. Team Małysza sprawił, że właśnie na Polskę zwróciły się oczy świata skoków, dotychczas przekonanego o swojej nieomylności. Podpatrywali jednak bez skutku, a jedynym efektem było to, że w końcu zabrakło i bułek, i bananów.

Lepistoe – Małysz

Trafili na siebie pod koniec sportowej drogi. Jeden z najwybitniejszych trenerów w historii i jeden z najwybitniejszych skoczków. Pomyłka nie była możliwa. Kryształowa kula w wieku 29 lat. Złoto i brąz na Mistrzostwach Świata, dwa srebra w czasie Igrzysk w Vancouver. Dziesięć zwycięstw, trzydzieści miejsc na podium. Koniec był jednak wyczuwalny. W głosie Małysza, w Jego determinacji. Co czuje zawodnik wiedząc, że to już ostatnie mistrzostwa, tego nie chcę wiedzieć. Co czuje, idąc na skocznię, wiedząc, że za rok już na niej nie skoczy… Król Małysz Pierwszy powiedział: koniec. I już nic więcej dodawać nie trzeba.

Za Pańską karierę, Mistrzu, chapeau bas…

Mariusz Wesołowski

Mariusz Wesołowski, Źródło: Informacja własna
oglądalność: (16007) ilość komentarzy: (43)

Dyskusja do wiadomości

PROSTY ZAGNIEŻDŻONY
Prosto z PŚ w Planicy
Puchar
Świata
Puchar
Kontyn.
FIS
Cup

Pań
PK
Pań
FIS
Cup Pań
Najbliższy konkurs:
Planica HS225
24.03.2017
godz. 15:00
Piątek, godz. 14:50
Piątek, godz. 14:45
Aktualna klasyfikacja Pucharu Świata:
Lp.ZawodnikKrajPunkty
1.KRAFT StefanAustria1465
2.STOCH KamilPolska1434
3.TANDE Daniel AndreNorwegia1181
4.WELLINGER AndreasNiemcy1001
5.KOT MaciejPolska945
11.ŻYŁA PiotrPolska574
18.KUBACKI DawidPolska321
31.ZIOBRO JanPolska119
32.HULA StefanPolska110
61.ZNISZCZOŁ AleksanderPolska9
65.MURAŃKA KlemensPolska4
Pełna klasyfikacja..»
Najbliższy konkurs:
HS
01.01.1970
godz. 01:00
Aktualna klasyfikacja PK Pań:
Lp.ZawodnikKrajPunkty
1.PAGNIER JosephineFrancja200
2.GOERLICH LuisaNiemcy160
3.HESSLER PaulineNiemcy110
4.MAIR SophieAustria95
5.ERNST GianinaNiemcy80
19.TWARDOSZ AnnaPolska23
Pełna klasyfikacja..»
Najbliższy konkurs:
HS
01.01.1970
godz. 01:00
Aktualna klasyfikacja:
Lp.ZawodnikKrajPunkty
1.HARALAMBIE DanielaRumunia485
2.RAJDA KingaPolska334
3.TRAMBITAS Andreea DianaRumunia279
4.KRAUS HenrietteNiemcy232
5.BARANCEWA AleksandraRosja216
15.TWARDOSZ AnnaPolska153
40.KARPIEL KamilaPolska66
41.PAŁASZ MagdalenaPolska64
46.SZWAB JoannaPolska58
87.KIL JoannaPolska16
Pełna klasyfikacja..»
Kroppa
2000-2017 skijumping.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Poltyka cookies
Skijumping.pl