Czwartek, 21 września 2006, 19:44

"Bo ja Cie kochom" - historia Izabeli i Adama Małyszów

[strona=1]

Mistrz Świata. Przed laty zakochał się w dziewczynie z góralskim charakterem. Dziś Ona przyznaje się do zazdrości o niego. On w jej obronie gotów jest "zrobić zidane". Serdecznie zapraszamy do lektury bardzo ciekawego wywiadu z Izabelą oraz Adamem Małysz, który publikujemy dzięki uprzejmości Anity Szarlik z miesięcznika "Pani".

IZA:
Jestem zazdrosna. Przyznaję się do tego otwarcie. Chodzi nie tylko o inne kobiety, ale też o całą rzeszę Polaków, którzy uważają Adama za swój skarb narodowy. Mówią mu jak ma żyć, spędzać wolny czas, co jeść. Natężenie ruchu turystycznego w regionie oceniam po wycieczkach pod nasz dom. Co chwila ktoś dzwoni i prosi, żeby Adam do nich wyszedł. Przyjeżdżają całe autokary. Ostatnio jakaś pani zadzwoniła do drzwi o szóstej rano w niedzielę. Wyszłam zaspana na balkon. "Jest Adam?" zapytała. "Jest, ale śpi" odpowiedziałam zgodnie z prawdą. "To o której mam przyjść?" dopytywała się. Ludzie często podchodzą do Adama i pytają "można prosić o zdjęcie?". Wtedy on bierze od nich aparat, każe się ustawić i naciska przycisk migawki. Wszyscy zaczynają się śmiać. "Ale my chcieliśmy z panem" tłumaczą Adamowi, który udaje, że nie wie o co chodzi. I to poczucie humoru, umiejętność obrócenia w żart jakiejś nieprzyjemnej sytuacji tak mi się w nim przed laty spodobało.

Chodziliśmy do jednej szkoły podstawowej, choć nie do tej samej klasy. Potem Adam poszedł do szkoły zawodowej, a ja do liceum. Byliśmy sąsiadami. Mieszkaliśmy na tej samej ulicy w Kopydle, czyli dzielnicy Wisły. To była nastoletnia szalona miłość. Nie wyobrażaliśmy sobie życia bez siebie. Pobraliśmy się, gdy ja miałam osiemnaście, a Adam dziewiętnaście lat. Czy tak wcześnie zawarte małżeństwo jest mniej trwałe? Nie ma reguły.

Jesteśmy dziewięć lat po ślubie i cały czas się kochamy. Adam jest bardzo seksownym mężczyzną. Ma zmysłowe usta, takie wprost do całowania, pięknie wyrzeźbiony brzuch, którego pozazdrościć by mógł niejeden kulturysta. Bardzo podoba mi się jego nos, choć Adam narzeka, że jest za duży. Ale przecież to jest atrakcyjne! Adam jest protestantem, ja katoliczką. Ślub wzięliśmy w kościele ewangelickim, za zgodą mojego biskupa.

Wisła to chyba najbardziej ekumeniczne miasto w Polsce. Liczy zaledwie 12 tysięcy mieszkańców, a funkcjonują tu obok siebie przedstawiciele 24 różnych wyznań. Mieszane małżeństwa w Wiśle są coraz częstsze. Ja sama pochodzę z takiej rodziny. Mój tata jest ewangelikiem, mama katoliczką. Nie musiałam uczyć się tolerancji dla innych Kościołów, miałam ją wpojoną od dziecka. Choć są to bardzo podobne wyznania, jest jednak trochę różnic. Ewangelicy nie uznają na przykład święcenia przedmiotów. Tym bardziej wzruszyło mnie, gdy Adam z własnej woli poprosił księdza katolickiego o poświęcenie naszych nowych obrączek. Tę ze ślubu Adam zgubił. Skruszony poszedł więc do jubilera i zamówił nową parę.

[strona=2]

Mówi się, że ewangelicy są pracowici i uparci. Rzeczywiście, Adam taki jest. Ale czy to znaczy, że ja jestem leniwa? Nie chcę być tylko żoną swojego męża. Na razie zajmuję się domem i prowadzę fundację Izabeli i Adama Małyszów, która promuje młode sportowe talenty. Nie ukrywam, że też się chcę rozwijać. Dlatego poszłam na studia z administracji publicznej. Na jesieni zamierzam bronić pracę magisterską o samorządzie terytorialnym. Wiele osób, także w mediach, twierdzi, że Adam jest potulny, a ja dominująca. Ale to nieprawda. Każdy, kto trochę lepiej zna Adama, wie, że jak mało kto umie postawić na swoim. Tak naprawdę jesteśmy bardzo do siebie podobni. Być może dlatego zawsze się w końcu dogadamy. Wspólnie podejmujemy decyzje, na przykład o nowym domu.

Ustalamy kto za co będzie odpowiedzialny. I tak budowa i urządzanie domu była na mojej głowie, a liczący hektar ogród to sprawa Adama. Dzięki temu uniknęliśmy niepotrzebnych starć. Wspólnie postanowiliśmy też, że do naszego nowego domu wstęp będą mieli tylko najbliżsi. Żadnych dziennikarzy, kamer, wycieczek. Chcieliśmy, żeby nasza córka czuła się w tym domu bezpieczna. Naprawdę u siebie.

Narodziny naszej Karolinki były jednym z trudniejszych momentów w naszym związku. Adam zdążył zobaczyć maleństwo, ale następnego dnia musiał pojechać na zgrupowanie skoczków. Z jednej strony byłam ogromnie szczęśliwa, z drugiej czułam się porzucona. Hormony też dawały znać. To taki moment, kiedy kobieta nie powinna zostawać sama i wyjątkowo potrzebuje wsparcia. Miałam przedsmak tego, co się będzie działo później, czyli jego długich nieobecności, konieczności radzenia sobie w pojedynkę. Dla naszej córeczki musiałam być i matką i ojcem.

Teraz i tak jest lepiej niż na przykład pięć lat temu. Wtedy nie było go ponad trzysta dni w roku. Na szczęście nowy trener pozwala mu częściej widywać rodzinę. Ta częsta rozłąka sprawia, że cały czas za sobą tęsknimy. I to, akurat nie jest takie złe. Gdy się w końcu widzimy, czujemy, że to prawdziwe święto. Cieszymy się na te dni jak na randkę, kiedy byliśmy nastolatkami.

[strona=3]

Najprzyjemniejsze są wspólnie spędzone wakacje w ciepłych krajach: w Chorwacji, Portugalii, Tunezji. To tylko tydzień w roku. I tak muszę pogodzić się, że wieczorem po plaży Adam idzie nawet tam na trening.

Już na samym początku jego kariery krzywiono się: "Ożenił się i od razu spadła mu forma". A przecież dopiero potem przyszły jego największe sukcesy. Nikt chyba nie wie, ile nerwów kosztują mnie jego skoki. Tak bardzo się denerwuję, że czasami nie jestem w stanie oglądać ich w telewizji. To dziwne, ale obarcza się mnie tylko jego porażkami. Oskarża się na przykład o słabszą formę męża. Ponoć rozpraszam go, bo jestem dla niego za czuła, albo odwrotnie - zbyt oschła. Ludzie uwielbiają plotkować na nasz temat. To boli. Nie wiem, jak się przed tym bronić. Chyba nie zwracać uwagi.

Największą przyjemnością dla nas jest po prostu bycie razem - wspólna kolacja w naszej ulubionej restauracji w Kopydle, kiedy on zamawia swoją ulubioną kaczkę z kapustą, bądź zakupy, podczas których wybieramy sobie wzajemnie ubrania. W jego towarzystwie wyjątkowo czuję się kobietą. Kocham go nawet nie za to jaki jest, ale za to, jaka się przy nim staję.

Podobno zgodność pary dobrze widać w tańcu. Czy partnerzy rozumieją swoje ruchy, czy pozwalają się prowadzić, czy się nie przepychają... My uwielbiamy ze sobą tańczyć. Co prawda nie znamy wszystkich skomplikowanych kroków walca czy tanga, ale moim zdaniem ważniejsze są chęci i zapał. Obiecujemy sobie, że pewnego dnia zapiszemy się na kurs. Kto wie, może będziemy tak dobrzy, jak pary z "Tańca z gwiazdami"? To jeden z naszych ulubionych programów. Dyskutujemy, który z bohaterów programu robi największe postępy, a który ma najwięcej wdzięku. W zagranicznych edycjach występowali koledzy Adama, skoczkowie. On sam nie miałby czasu na treningi na sali tanecznej. A poza tym, ja bym go samego tam nie puściła. Za dużo pokus... Dlatego na kurs pójdziemy we dwoje.

Od dziesięciu lat nie spędzaliśmy razem sylwestra. W nowym roku zawsze są przecież zawody. Mam nadzieję, że pierwszy sylwestrowy bal przetańczymy razem do białego rana.

[strona=4]

Adam:
Regularnie gubię moją ślubną obrączkę. Za pierwszym razem zsunęła mi się z palca przy koszeniu trawy. Zamachnąłem się, a ona poszybowała do ogrodu sąsiada. Odnalazłem ją po wielu godzinach rozdzielania źdźbeł trawy. Drugi raz zgubiłem ją podczas gry z kolegami w siatkówkę na plaży. Przesypywałem piasek na boisku dopóki nie zaszło słońce. Bezskutecznie. W pewnym momencie zobaczyłem mężczyznę z wykrywaczem metalu. Poprosiłem o pomoc, ale i on nic nie wskórał. Dopiero następnego dnia, podczas porannego joggingu przez przypadek zobaczyłem moją obrączkę na pół zakopaną w piasku. Ależ się ucieszyłem!

Kolejny raz zdarzył się przy polerowaniu samochodu. Odłożyłem obrączkę na maskę, po czym wsiadłem do auta i ruszyłem. Po kilku kilometrach zorientowałem się, że nie mam jej na palcu. Wróciłem do domu, ale oczywiście jej tam nie było. Jakimś cudem wpadła do środka do samochodu.

Wkrótce jednak straciłem ją na dobre. Pływałem z żoną w morzu w Chorwacji. Złapałem Izę za udo a zaraz potem zobaczyłem jak moja ślubna obrączka spada w głębiny. Było mi bardzo przykro, pomyślałem, że to może być jakiś zły znak. Iza przypomniała mi jednak przesąd, że zgubienie obrączek to gwarancja, że do końca życia będzie się razem.

W naszym przypadku strata złotego krążka nie jest do tego potrzebna. Już jako nastolatek wiedziałem, że Iza jest kobietą, z którą chcę spędzić resztę życia. A przecież w dniu ślubu byliśmy niemal dziećmi. Ja miałem dziewiętnaście, ona osiemnaście lat. Do zawarcia małżeństwa potrzebowaliśmy zgody rodziców. Iza jest tak samo piękna, jak wtedy, gdy się w niej zakochałem.

Podoba mi się nie tylko jej zmysłowa uroda, ale także temperament. Prawdziwie góralski. Nigdy nie dała sobie w kaszę dmuchać. Gdy byliśmy w podstawówce potrafiła przyłożyć nawet chłopakowi, gdy z nią zadarł. Wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że to musi być dziewczyna z charakterem. I nie pomyliłem się. Rządzić sobą nie pozwala. Przy takim trybie życia jak mój, silna osobowość żony jest bardzo ważna.

[strona=5]

Nasze małżeństwo jak mało które narażone jest na różnego rodzaju zawirowania. Najtrudniejszy moment nastąpił w 2001 roku, kiedy zacząłem odnosić pierwsze sukcesy. Wszyscy zaczęli się wtedy mną interesować. Media przyglądały się jak żyję, jaką mam rodzinę, jaką żonę. Oboje byliśmy trochę oszołomieni, wytrąceni z równowagi, a przez to niepewni siebie. Był to ciężki okres dla nas obojga. Potem nauczyliśmy stawiać granicę między tym co prywatne, a tym co publiczne.

Do tej pory obcy ludzie wciskają nos w nasze sprawy. Gdy zamawiamy wino do kolacji w restauracji, podchodzą nieznajomi i mówią, że sportowiec nie powinien pić alkoholu. Albo gdy kopię w ogrodzie, stają przy płocie i doradzają, żebym wynajął ogrodnika i sam się nie męczył.

Ze względu zawody, zjazdy i treningi częściej jesteśmy z żoną osobno niż razem. Iza się śmieje, że jak zakończę karierę i na dobre wrócę do domu nie będzie mogła ze mną wytrzymać. Bo teraz bardzo szanujemy ten wspólny czas. Tęsknimy do niego, bo jest czymś wyjątkowym. Pewnym zagrożeniem mogłoby być odnoszenie sukcesów wyłącznie przez jednego z małżonków. W takiej sytuacji druga strona czuje się zepchnięta na dalszy plan. Mam nadzieję, że u nas jest inaczej.

Iza prowadzi naszą fundację dla uzdolnionej młodzieży, kończy studia. Jest bardzo ambitna, wysoko stawia sobie poprzeczkę. Podziwiam ją za to. Dąży do wyznaczonego celu, jest uparta, nie poddaje się. Myślę, że jesteśmy pod tym względem tacy sami. Mówi się, że przeciwieństwa przyciągają się. W naszym przypadku to nieprawda, bo jesteśmy bardzo podobni. Mamy także zbliżone temperamenty. Ona co prawda talerzem by o podłogę nie rzuciła, ale ja tak.

Pokłócimy się, przez dwa dni nie będziemy się do siebie odzywać, udawać, że nam na sobie nie zależy... Ale w pewnym momencie te dąsy przechodzą nam jak ręką odjął. Na ogół okazuje się, że ani jedno ani drugie nie miało racji. Na szczęście oboje umiemy uczyć się na własnych błędach. Moja babcia powtarzała mi od dzieciństwa "nie sztuką jest się pokłócić, ale pogodzić". I staramy się wprowadzać to w życie.

[strona=6]

Jestem w domu gościem. Boleję nad tym, ale nie mam na to wpływu. Czasem bałem się, że pewnego dnia córka mnie nie rozpozna. Kiedyś w przedszkolu jakiś chłopczyk zobaczył mnie, stanął jak wryty i powiedział "To jest Adam Małysz!". Na co Karolinka stanowczo zaprotestowała "Wcale nie, to jest mój tata".

Doskonale wiem, że trud wychowania córki spadł na moją żonę. Musiała przejąć także moją rolę. Jesteśmy z Izą różnych wyznań, ale wiemy, że Bóg jest jeden. Ślub braliśmy w kościele ewangelickim, a córkę ochrzciliśmy w katolickim. Uznaliśmy, że dziecko powinno wyznawać tę samą religię co matka, bo to ona spędza z nim więcej czasu. W tym roku Karolinka poszła do pierwszej komunii. Także dla mnie, ewangelika, było to dla mnie wzruszające. W pewnym stopniu żyjemy na świeczniku. Ludzie uwielbiają plotkować, szczególnie w naszej rodzinnej Wiśle. Do tego dochodzą gazety, które obarczają Izę moimi niepowodzeniami.

Można pisać źle o mnie, ale nie o niej. Gdy słyszę jakieś przykre rzeczy na temat Izy, mam ochotę zachować się jak Zidane podczas finału mistrzostw świata w piłce nożnej. Stanął w obronie honoru rodziny, choć wiedział, że zaraz dostanie czerwoną kartkę. Ja zachowałbym się tak samo jak on. Oczywiście, jestem o Izę zazdrosny. Ale staram się tego zbytnio nie okazywać. Wiem, że może to być dla związku bardzo niszczące. Zachęcam wręcz Izę, żeby wychodziła ze znajomymi pobawić się. Na co odpowiada "Bo ty w ogóle nie jesteś o mnie zazdrosny!". A ja po prostu nie chcę, żeby miała do mnie żal, że wychodząc tak wcześnie za mąż straciła coś ze swojej młodości. Przecież gdy jej koleżanki bawiły się w dyskotekach, ona zajmowała się dzieckiem.

[strona=7]

Gdy myślę nad tajemnicą naszego szczęśliwego małżeństwa, tylko jedno przychodzi mi do głowy. To miłość. Kochamy się i umiemy sobie to okazywać. Idziemy na długi spacer w góry, chodzimy po lesie, tam gdzie nie docierają żadni turyści. Lubię robić Izie niespodzianki. Największą przyjemność sprawia jej dyskretna biżuteria, ale też ubrania. Mam wrażenie, że ona we wszystkim świetnie wygląda. Podoba mi się, że lubi eksperymentować. Nie tylko ze swoim wyglądem, także w kuchni. Za każdym razem czeka na mnie jakaś kulinarna niespodzianka.

Za kilka lat zakończę karierę. To ważne, żeby mieć do czego i do kogo wracać. A z taką żoną nie sposób się nudzić. Nie będę ukrywał, że lubię być dopingowany. Pamiętam zawody na których pierwszego dnia byłem siódmy. Wieczorem kibice podeszli pod moje okno i krzyczeli "Adam, nic się nie stało!". Z jednej strony nie mogłem przez nich spać, ale z drugiej bardzo mi to pomogło psychicznie. Poczułem, że są po mojej stronie. Następnego dnia byłem pierwszy. Z Izą jest podobnie. Ona jest moim najwierniejszym kibicem. Kto wie, może bez niej, nie zaszedłbym tak daleko.

Anita Szarlik - miesięcznik "Pani"

Anita Szarlik, Źródło: miesięcznika Pani
oglądalność: (20786) ilość komentarzy: (31)

Dyskusja do wiadomości

PROSTY ZAGNIEŻDŻONY
Letnia
Grand Prix
Letni
CoC
FIS
Cup
LGP
Pań
LPK
Pań
FIS
Cup Pań
Najbliższy konkurs:
Wisła HS134
14.07.2017
godz. 17:30
Piątek, godz. 17:20
Piątek, godz. 17:30
Aktualna klasyfikacja Pucharu Świata:
Lp.ZawodnikKrajPunkty
1.KRAFT StefanAustria1665
2.STOCH KamilPolska1524
3.TANDE Daniel AndreNorwegia1201
4.WELLINGER AndreasNiemcy1161
5.KOT MaciejPolska985
11.ŻYŁA PiotrPolska634
19.KUBACKI DawidPolska345
31.ZIOBRO JanPolska122
32.HULA StefanPolska110
62.ZNISZCZOŁ AleksanderPolska9
65.MURAŃKA KlemensPolska4
Pełna klasyfikacja..»
Najbliższy konkurs:
Oberwiesenthal HS106
18.08.2017
Aktualna klasyfikacja PK Pań:
Lp.ZawodnikKrajPunkty
1.PAGNIER JosephineFrancja200
2.GOERLICH LuisaNiemcy160
3.HESSLER PaulineNiemcy110
4.MAIR SophieAustria95
5.ERNST GianinaNiemcy80
19.TWARDOSZ AnnaPolska23
Pełna klasyfikacja..»
Najbliższy konkurs:
Villach HS98
01.07.2017
godz. 14:00
Aktualna klasyfikacja:
Lp.ZawodnikKrajPunkty
1.HARALAMBIE DanielaRumunia485
2.RAJDA KingaPolska334
3.TRAMBITAS Andreea DianaRumunia279
4.KRAUS HenrietteNiemcy232
5.BARANCEWA AleksandraRosja216
15.TWARDOSZ AnnaPolska153
40.KARPIEL KamilaPolska66
41.PAŁASZ MagdalenaPolska64
46.SZWAB JoannaPolska58
87.KIL JoannaPolska16
Pełna klasyfikacja..»
Kroppa
2000-2017 skijumping.pl
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Poltyka cookies
Skijumping.pl