Normalna skocznia to już historia. Piotr Żyła kumuluje energię na kolejne sukcesy
Piotr Żyła dochodzi do pełni sił po wysiłku, który był ceną złota w konkursie indywidualnym na normalnej skoczni. W środę i czwartek nasz reprezentant nie błyszczał na Bloudkovej Velikance (HS138), ale zapewnia, że najlepsze dopiero przed nim - w kontekście rywalizacji na dużym obiekcie.
- W środę miałem gorszy dzień. Miałem kaca po sobocie... Za bardzo nie wiedziałem, co się dzieje. Walczyłem z tym cały dzień. Na skoczni czułem się fatalnie, a potem przy okazji podróżowania do Austrii i na ceremonię głowa mi eksplodowała. W czwartek czułem się dobrze i spokojnie. Skoczyłem sobie, żeby skoczyć. Jest z czego budować, można zacząć rozpalać ogień! - zapowiada 36-latek.
Nasz rodak w środę nareszcie odebrał złoty medal w Kranjskiej Gorze, co było podsumowaniem sobotniego sukcesu na 102-metrowym obiekcie, którego Żyła został oficjalnym rekordzistą. - To już jest historia. Trzy dni to odcinałem! W środę najbardziej, automatycznie. Trzeba zostawić przeszłość za sobą, żeby móc walczyć i wykonywać swoją robotę od nowa - zaznacza podopieczny Thomasa Thurnbichlera.
- Zabrakło metrów. Nie byłem dysponowany w stu procentach. Patrząc na minioną sobotę? Minimalny wydatek energetyczny... - dodaje na temat zapoznania z Bloudkovą Velikanką (HS138).
Przed dwoma laty Żyła zajął czwarte miejsce w śnieżnym konkursie na Schattenbergschanze (HS137) w Oberstdorfie. Piątkowe zawody w Planicy ruszą o 17:30.
Korespondencja z Planicy, Dominik Formela