Strona główna • Polskie Skoki Narciarskie

"Brakowało nam wszystkim po 10-15 metrów". Polscy skoczkowie po ostatnim konkursie mistrzostw świata

Za nami najgorsze od 20 lat Mistrzostwa Świata w Narciarstwie Klasycznym dla polskich skoczków. Co do powiedzenia po zakończeniu ostatniego, sobotniego konkursu imprezy, na skoczni dużej,  mieli nasi zawodnicy?

Paweł Wąsek (11. miejsce):

- Te dzisiejsze skoki były solidne, ale nieidealne. Pierwszy z nich bardzo fajnie wyszedł na progu, ale w locie było trochę za agresywnie. Drugi skok był za to bardzo dobry w fazie lotu, ale trochę z progu już to odbicie było rozpoczęte delikatnie od góry i nie było po prostu takiej energii.

- Nie napalałem się przed mistrzostwami, raczej biorąc całą moją karierę pod uwagę przed tym sezonem, to zdawałem sobie sprawę, że nie będę faworytem. Wiadomo, sezon różnie może się potoczyć i przed samą imprezą mogłem nim być, ale skupiałem się po prostu na tym, żeby prezentować równy, dobry, stabilny poziom przez całą zimę, bo z tym też miałem problemy w poprzednich latach, że gdzieś tam był miesiąc, gdzie skakałem fajnie, ale później przychodziła jakaś zadyszka, obniżka formę i pojawiały się problemy z punktowaniem w tym Pucharze Świata. Celem było więc to, żeby wskoczyć na fajny poziom i z każdym konkursem się rozwijać, poprawiać się, żeby nie było nagle takiego regresu i pogubienia.

- 10. i 11. miejsce to jest mniej więcej mój aktualny poziom. Jeżeli popatrzymy też na klasyfikację generalną, weźmiemy pod uwagę to, że jest w niej więcej  Austriaków przede mną niż czterech, to można by śmiało powiedzieć, że gdzieś te miejsca odzwierciedlają ten mój cały sezon. Z tego można być zadowolonym, że na tej imprezie skoczyłem swoje, że gdzieś tam się nie spaliłem, nie zawaliłem całkiem tych skoków, ale na pewno nie były to skoki idealne i można było tu ugrać coś więcej, ale trudno. Na tyle mnie było stać. Starałem się jak mogłem oczywiście, ale wiadomo jak to jest w sporcie. Nie zawsze wychodzi tak jakby się chciało.

- Jestem zadowolony z tego, że znowu te skoki w konkursach, w seriach ocenianych wypadały najlepiej. Mimo, że te treningi były jakie były, że nie napawały optymizmem, to jednak na ten konkurs udawało się zebrać i pokazać takie po prostu solidne skoki.

- Jakiś czas temu patrzyłem na klasyfikację generalną i pojawił się taki  mały cel w głowie, żeby przebić te 500 punktów. No ale bardziej chodzi o to, żeby dojechać sobie ten Puchar Świata z takim fajnym nastrojem, z fajnymi skokami, które będą sprawiały mi radość i po prostu sobie fajnie zakończyć sezon.

Dawid Kubacki (15. miejsce):

- Myślę, że ten dzisiejszy wynik można ocenić jako solidny. To były całkiem fajne dwa skoki w konkursie. Oczywiście mam świadomość tego, że to są mistrzostwa świata i tutaj się walczy o medale, reszta miejsc jest mało istotna, ale jest to jakiś plus i jest to coś, co mi pozwoli wyjechać stąd chociaż z taką odrobiną delikatnego uśmiechu, że jednak jakiś progres zrobiłem i pokazałem się z przyzwoitej strony.

- Wydaje mi się, że ostatni skok był najlepszy spośród wszystkich oddanych tu w Trondheim, ale też nie widziałem go jeszcze, więc nie wiem, co tam do końca nie zagrało, bo na pewno błędów jeszcze trochę się da znaleźć. Myślę jednak, że ogólnie rzecz biorąc to był taki solidny dzień na skoczni.

- Mam świadomość tego, że taki ten sport niestety czasami jest, że wielu rzeczy się nie da logicznie wytłumaczyć i jak się próbuje to się człowiek mocno zakręci. Spójrzmy na Piusa Paschkego. Od początku sezonu wygrywał praktycznie wszystko i teraz patrzysz na jego skok, to wydaje się, że skacze praktycznie tak samo, no tylko nie leci. Czemu? No to już do filozofów pytanie i do ekspertów. W moim przypadk  jest tak, że tu się zrobił jakiś krok do przodu, tu się coś poprawiło. Po wynikach tego aż tak wybitnie może nie widać, ale to też jest droga, którą trzeba przejść i bez tych małych kroków, bez tych drobnych poprawek nie da się od tak wskoczyć do czołówki i tę drogę trzeba po prostu przejść.

- Nie chciałem się tutaj po prostu napalać na zbyt wiele, bo też myślę, że każdy, kto choć trochę ogląda skoki narciarskie, to nam by medali nie wieszał na szyi przed tymi mistrzostwami, więc starałem się do tego podejść po prostu z taką chłodną głową. Wiedziałem, że mogę tutaj oddać spoko skoki, że mogę zrobić jakiś progres, ale właśnie bez napalania się na to, że a hura, teraz to będę walczył o medale, bo takie podejście nakłada na ciebie dodatkową presję, wtedy chcesz jeszcze mocniej, jeszcze lepiej, a w 99% przypadków wychodzi to wtedy na odwrót, więc tego nie chciałem robić. Chciałem po prostu na spokojnie ze skoku na skok pracować nad tym, nad czym muszę teraz pracować i tyle.

Aleksander Zniszczoł (22. miejsce):

- Jest mi przykro po prostu, nie chciałbym tego nawet za bardzo rozwijać. Skoczyłem dobry skok, ale co z tego, jak mi brakowało 15 metrów, żeby walczyć o cokolwiek. To jest najbardziej przykre, że nam wszystkim brakowało 10-15 metrów, żeby walczyć.

- Na mistrzostwa świata trzeba przyjechać z pełnym pakietem umiejętności, pewności siebie, trochę szczęścia na miejscu też dostać i wtedy pewnie można walczyć. Wydaje mi się, że w takiej formie jak ta zeszłoroczna byłoby mi łatwiej. Ja się tak czuję, jak się czuję, że jest to dla mnie rozczarowanie, biorąc właśnie pod uwagę poprzednią zimę, czy początek lata, czy zgrupowanie tutaj, gdzie za każdym razem leciałem na sam dół i to skok za skokiem cały tydzień. I posypało się w ciągu kilku miesięcy.

- Wywieszę sobie w domu włoską flagę, będę na nią codziennie patrzył. Chcę na igrzyskach za rok walczyć, a nie być tłem tak jak tutaj.

- To jest dla mnie bardzo fajne, że mogłem zaproponować moim znajomym, żeby z nami tu przyjechali i zobaczyli wszystko od środka. Ale tu nie chodziło o to, żeby tylko zobaczyć, oni dla nas gotowali. Oni co dzień rano wstawali o 5 rano, żeby robić śniadanie, chodzili spać koło północy, dopiero jak wszystko ogarnęli. Mieli tu naprawdę ciężką pracę. To nie wyszło ode mnie, że po prostu ja ich zaprosiłem. To był taki pomysł - jedziemy do apartamentów, kto zna jakichś kucharzy? Olek. "Olek, załatw kogoś". "Nie ma problemu, załatwimy" . Byliśmy tu w lecie, żeby przetestować ten system, było nas tu 25 albo około 30 zawodników, na 5 dni. To był Sajgon, naprawdę. A teraz było trochę, że tak powiem, lżej, ale też mieli bardzo dużo pracy i naprawdę bardzo im dziękuję, że tutaj są, że byli z nami i że zawsze nas wspierali na skoczni, nie siedzieli w hotelu, ale wszystko starali się tak poukładać, że zawsze byli z nami podczas konkursów.

Jakub Wolny (27. miejsce):

- Nie ma się czym szczycić jeśli chodzi o dzisiejsze miejsce, natomiast jakoś tam przeskakałem całe mistrzostwa świata, byłem dwa razy w drugiej serii, choć nie jest to na pewno szczyt moich marzeń. Wiem, że stać mnie na więcej, mam plan na siebie, który cały czas realizuję i wydaje mi się, że gdzieś tam małymi krokami idę do przodu.

- Miałem taki cel na ten sezon, żeby nie jechać na Puchar Kontynentalny do Iron Mountain, co miało się wiązać z tym, że będę tutaj. I jeszcze mam jeden cel, chcę sezon zakończyć w Planicy. Nie są to łatwe cele do osiągnięcia po tych poprzednich latach i po zeszłym sezonie, więc jeżeli mi się to uda, to gdzieś tam, wiadomo, nie będę skakał z radości, ale z tych celów, które sobie założyłem, to będę zadowolony.

- Na początku, na małej skoczni trochę się bardziej stresowałem niż potem na dużej skoczni. Na pewno było to trochę niepotrzebne, ale gdzieś tam też się nauczyłem o sobie tyle, że trzeba normalnie podchodzić do takich zawodów rangi mistrzowskiej. W moim przypadku podchodzić zadaniowo do skoków i gdzieś tam to najlepiej się sprawdza.