„Słuchał przez trzy lata, a teraz jest tam, gdzie jest” – Thurnbichler o rozwoju Wąska
Paweł Wąsek konsekwentnie budował swoją formę, a efekty tej pracy widać gołym okiem. Po pierwszym podium w karierze jego trener, Thomas Thurnbichler, podkreśla, że to rezultat długofalowego procesu, który rozpoczął się już przed trzema laty. Poprawa symetrii skoku, stabilniejsza pozycja najazdowa i mentalna odporność – to kluczowe elementy, które uczyniły go jednym z najbardziej regularnych skoczków tej zimy. Jak wyglądała ta droga i dlaczego to dopiero początek?
Skijumping.pl: Thomas, wielkie gratulacje. Bądź szczery – czy wierzyłeś, że to wciąż jest możliwe tej zimy?
Thomas Thurnbichler: W pewnych momentach trudno jest w to wierzyć, ale potem, kiedy człowiek odzyskuje jasność umysłu po rozczarowaniach, wie, na co stać jego zawodników. Zwłaszcza w tym sezonie w przypadku Pawła – zawsze miałem do niego pełne zaufanie. Po dobrym okresie, jakim był Turniej Czterech Skoczni, przyszły trudności związane z pozycją najazdową, a sezon był dla niego bardzo wymagający. W pewnym momencie był też po prostu zmęczony, co wpłynęło na jego czucie ciała. W skokach narciarskich nawet najmniejsze zmiany mają ogromny wpływ na wyniki. Teraz jednak od pierwszego skoku w Lahti widać było, że wrócił do odpowiedniej pozycji najazdowej, był szybki, jego sylwetka była gotowa do ruchu. Oddał dwa świetne konkursowe skoki, a warunki były sprawiedliwe – jedynie Jan Hoerl w pierwszej serii miał wyjątkowo trudne warunki. To był dla Pawła naprawdę dobry dzień.
Paweł stał się synonimem regularności w tym sezonie. Jak to osiągnął?
Pracował nad solidnymi fundamentami. Już pod koniec zeszłego sezonu, gdy startował w Pucharze Kontynentalnym, przeprowadziliśmy długą rozmowę o tym, co jest konieczne do poprawy. Pierwszym kluczowym elementem była symetria skoku – poprawił się w tym aspekcie znacząco, teraz niemal nie zdarzają mu się skoki, w których musiałby korygować lot. Drugim było utrzymanie stabilnej pozycji najazdowej oraz mocne, pewne wybicie. Paweł miał tendencję do zbyt agresywnego wychylania się do przodu, ale udało mu się to wyeliminować. Dużą rolę odegrała także współpraca z psychologiem sportowym Danielem Krokoszem. Do tego dochodzi profesjonalne podejście do treningów, regeneracja i koncentracja na detalach. Wszystko to razem sprawiło, że stał się niezwykle regularnym zawodnikiem. Ale dla mnie to dopiero początek – wciąż się uczy i na pewno po sezonie dobrze przeanalizuje, co pozwoliło mu na ten progres, a co może jeszcze poprawić.
Mam wrażenie, że Paweł to taki twój „projekt” od samego początku twojej pracy w Polsce.
Gdy przychodziłem do Polski, miałem jasne zadanie ze strony federacji – skupić się także na młodszym pokoleniu zawodników. Paweł był jednym z tych, którzy mieli już solidny poziom, więc naturalnie poświęcałem mu dużo uwagi. Słuchał cały czas przez trzy lata, a teraz jest tam, gdzie jest. Ale jak już mówiłem – to dopiero początek.
Dlaczego skocznia w Lahti jest tak wyjątkowa dla naszych młodszych zawodników? Rok temu pierwsze podium zaliczył tu Aleksander Zniszczoł.
Trudno powiedzieć, ale ogólnie rzecz biorąc, to obiekt, który sprzyja polskim skoczkom. Wystarczy spojrzeć na wyniki mistrzostw świata tutaj. W tym sezonie dodatkowo duże znaczenie miały zmiany w sprzęcie i bardzo surowe kontrole w Lahti, co sprawiło, że sprzęt zawodników stał się bardziej wyrównany w stawce. Tak czy inaczej, to był po prostu dobry dzień – to mogło wydarzyć się wszędzie.
Po Oslo byłeś bardzo rozczarowany, bo wiedziałeś, że okazji na podium w tym sezonie nie zostało wiele.
Tak, naszym celem było to, by być gotowym od pierwszego skoku. W treningach wyglądało to dobrze, ale potem w konkursie coś zawodziło. To zdarzało się w tym sezonie zbyt często – mieliśmy wiele szans na dobre wyniki, ale zbyt często ich nie wykorzystywaliśmy.
Sobota była świetnym dniem dla Pawła, ale bardzo trudnym dla reszty kadry.
Olek był ofiarą warunków, podobnie jak Jan Hoerl w pierwszej serii. Skok na progu był taki sam jak w najlepszych treningowych próbach, ale potem powietrze docisnęło jego narty i stracił całkowicie noszenie. To skoczek, który nie generuje dużo wysokości, więc w takich warunkach trudno mu cokolwiek uratować. Dawid Kubacki oddał dwa solidne skoki w zawodach, ale to już nie wystarcza. Kuba Wolny od początku nie czuł skoków, chyba za bardzo się spinał i próbował być zbyt dokładny technicznie. Kamil Stoch w treningach wyglądał bardzo dobrze, a pierwszy raz w tym sezonie widziałem u niego tak dużą swobodę i luz. Wydawało się, że wraca do swojego optymalnego poziomu, ale w konkursie oddał najsłabszy skok dnia.
Dziękuję za rozmowę.
Dzięki.
Z Thomasem Thurnbichlerem – w Lahti – rozmawiał Dominik Formela